ETHOS 85-86 fragmenty: G. Himmelfarb
 
Gertrude HIMMELFARB, Uniwersytet chrześcijański - apel o kontrrewolucję*
(tłum. D. Chabrajska - fragm. art. ze str. 83-84) 
 
 
          Uniwersytet zawsze spełniał ważne funkcje społeczne. W najbardziej praktycznym sensie dostarczał absolwentów różnym profesjom i dziedzinom, w tym prawu i dyplomacji, był źródłem elity intelektualnej i kształcił pracowników administracji państwowej. Co ważniejsze, służył również jako czynnik uspołeczniający, podnoszący kulturę, a nawet morale studentów, którzy przebywali na nim przez jakiś czas (a być może również profesorów, którzy się na nim zadomawiali). Stanowił także narzędzie społecznej mobilności i postępu; dla tych, którzy nie mogli się cieszyć przywilejami wynikłymi z urodzenia i posiadania majątku, stopień naukowy i dyplom mogły stanowić paszport do wyższego stanowiska i bogactwa. Wszystko to jednak było produktem ubocznym zasadniczych funkcji uniwersytetu: zdobywania, przechowywania i przekazywania wiedzy.
            Po drugiej wojnie światowej, wraz ze znacznym wzrostem liczby studentów i zastrzykami wysokich sum pieniędzy rządowych, uniwersytet zyskał nowe funkcje, wśród których znalazło się rozwiązywanie problemów społecznych, takich jak ubóstwo, zanieczyszczenie środowiska, niepokoje społeczne w dużych miastach i przestępczość, a także wszystkich innych problemów, które mogą przyjść do głowy pomysłowemu profesorowi poszukującemu rządowego grantu. Zamiast prowadzić kształcenie liberalne - kształcenie w zakresie tego, co najlepsze spośród tego, co "pomyślano i powiedziano" - uniwersytet cieszył się teraz, mogąc dostarczać wykształcenia praktycznego, wykształcenia w zakresie tego, co społeczeństwo uznawało za użyteczne i potrzebne.
            Raz zaangażowawszy się w rozwiązywanie problemów społecznych, uniwersytet nie mógł ignorować problemów swoich własnych studentów. I tak stał się on również instytucją terapeutyczną, borykającą się z problemami dotyczącymi ich uczuć, pragnień i ego oraz z powracającym "kryzysem tożsamości" studentów. W okresie rewolt studenckich w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku następstwem owej misji terapeutycznej stało się nadanie studentom różnorodnych praw: dopuszczono do tego, by mogli decydować, jakie powinny być treści programów nauczania, by uczestniczyli w zarządzaniu uniwersytetem, a nawet byli obecni w komisjach do spraw nominacji i przyznawania stałej profesury. Jednocześnie dodatkowe uprawnienia zyskała również kadra wykładowców, która przyznała sobie prawo wypowiadania się na wszystkie tematy bez względu na to, czy leżą one w obszarze wykładanej dyscypliny, czy też poza nią, tak w sali wykładowej, jak i poza uniwersytetem. W ten oto sposób ów społecznie uświadomiony uniwersytet stał się uniwersytetem wysoce upolitycznionym.
            Rzeczą nieuchronną było również to, że uniwersytet gotowy do naprawy zła społecznego zaczął odzwierciedlać strukturę społeczeństwa: jego zróżnicowanie pod względem rasowym, etnicznym i płciowym. Do tego zmierza zresztą akcja afirmatywna i promocja wielokulturowości, które budzą tak wielki niepokój w środowisku akademickim w ostatnich latach. Ich pierwotny sens polegał na tym, by otworzyć uniwersytet na mniejszości czy tak zwane grupy społecznie marginalizowane, aby zarówno społeczność studencka, jak i kadra naukowa stały się bardziej inkluzywne i bardziej reprezentatywne dla społeczeństwa jako całości. Wkrótce jednak ideę inkluzywności czy reprezentatywności rozciągnięto na program studiów, stawiając wymaganie, by wykłady i zajęcia jako takie - czyli najgłębsza treść przekazywanej wiedzy - stanowiły odzwierciedlenie zainteresowań i tożsamości tych mniejszości.
            Dziś rasa, klasa i płeć stanowią "świętą trójcę", która rządzi edukacją wyższą w Ameryce. Niemniej jednak, mimo że "oficjalna mantra" to "rasa-klasa-płeć", nie taka jest faktycznie hierarchia ważności. Klasowość bowiem, która stanowiła kiedyś zasadę rządzącą programem studiów o nachyleniu marksistowskim, została zdegradowana do trzeciego miejsca, a na miejsce pierwsze wysunęła się płeć. Niewielu dostrzegło (a nigdy nie byłam świadkiem, by ktoś o tym wspomniał), że w owej trójcy zabrakło religii, jak gdyby nie mogła już ona stanowić zasady określającej czyjąś tożsamość.
          
* Wykład zaprezentowany we wrześniu 1995 roku podczas uroczystości objęcia urzędu przez nowego rektora Baylor University Roberta Bryana Sloana Jr. Tekst ukazał się po raz pierwszy w piśmie "First Things" (22(1996) nr 59, s. 16-19). Copyright © 1996 by "First Things".

  1. ISSN 0860-8024
  2. „Ethos” jest czasopismem punktowanym przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego: 20 pkt.
  3. Kwartalnik „Ethos” indeksowany jest przez następujące bazy: EBSCO, CEEOL, Index Copernicus (ICV 2017: 55,26), Philosopher’s Index, ERIH Plus.
  4. Prefix DOI 10.12887